Każdy z nas ma kogoś, z kim nigdy nie wylądował w łóżku…

Między nami jest chemia, ale nie było jak, bo zawsze któreś z nas z kimś było. Wypiło się za mało albo za dużo alkoholu.
Ale ta chęć, nigdy nie minęła.

Kiedy miałam 16naście lat,  wszystko się zaczęło.
To wtedy pierwszy raz, 2 lata starszy chłopak zapytał: kochasz mnie? a ja odpowiedziałam: nie.

To był pierwszy i ostatni raz, kiedy poleciałam na motor. Nawet teraz, przeglądając zdjęcia mężczyzn na Tinderze, zimnym X pomijam tych, którzy mają zdjęcie z motocyklem, (pomijam też wielu innych ale o tym kiedy indziej). Zawsze myślę to samo: będzie się ścigał na moto a ja będę się o niego martwić, po co mi taki kłopot? Być może wyeliminowałam w ten sposób wielu wartościowych mężczyzn, nie mówię że nie. Ale przynajmniej żadnego nie musiałam opłakiwać na ostatnim pożegnaniu.

To trudne pytanie o kochanie,

zadał mi po 6 miesiącach bycia razem, kiedy już wiedziałam, że jego porywczość i umiejętność psychicznej manipulacji, to ostatnia rzecz którą w życiu pokocham. Ale czułam, że między nami jest chemia.

Poza tym, chciał żebym z nim poszła do łóżka, a ja, mimo że chemia między nami była olbrzymia (potęgowana jeszcze pewnie przez buzujące hormony nastolatków), wcale nie miałam na to ochoty. Po 12nastu latach, okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że on dalej tego chce a ja dalej nie mam ochoty. Tak jakby czas stanął w miejscu albo ludzie się nie zmieniali. Faktycznie, on się nie zmienił, dalej był tak samo porywczy a słuchając go, zauważyłam, że mówi do mnie zdaniami sprzed 12 lat. Wszystko to lekko trąciło myszką a ja pomyślałam, że chciałabym go nie wiedzieć przez kolejne 112 lat.

Ponieważ nigdy mu się nie udało wylądować ze mną w łóżku, ma w głowie, już lekko łysiejącej, wielką niewiadomą za którą kryje się pytanie: jaki byłby z nią seks? i to wyobrażenie, że z pewnością fantastyczny. A przecież nie wiadomo, może wcale byśmy się nie zgrali, może lubimy inne rzeczy, może nie miałabym orgazmu.

Ja za to mam P., z którym raz było za mało alkoholu, a raz za dużo. Najpierw ja byłam zajęta, potem on ale do tej pory jestem ciekawa, jakby to było. Najlepsze jest to, że może jeszcze kiedyś się dowiem.

Bo jak jest z W., po kilku latach się dowiedziałam. W. przez kilka lat pociągał mnie swoją nieśmiałością, uśmiechem i nie zaradnością, czyli tym czym pociągać może mężczyzna kobietę silną. Lądowaliśmy ciągle na jakiś balkonach, w jakiś pokojach, kuchniach i parkach całując się jak gówniarze. Rano najpierw ja pamiętałam a on nie, potem ja też przestałam to zapamiętywać. Nie było po co, za tydzien było tak samo. Znajomi też przestali to już zauważać.

Kiedyś, już dorośli, spotkaliśmy się po paru latach i wreszcie zostaliśmy sami, jak kiedyś na jakimś balkonie albo ławce, ale tym razem wylądowaliśmy w łóżku i było fajnie. Bardzo. Wiedzieliśmy, że to nic nie zmienia. Zapytałam go wtedy wreszcie, dlaczego nigdy, nic. Powiedział mi: że byłam i jestem, dla niego zbyt mądra ale zawsze go kręciłam. Może kłamał? ale po co? To tylko taka ładna ramka, na obrazek jaki wspólnymi siłami, plakatówkami bo plakatówkami ale jednak malowaliśmy pod osłoną weekendowych nocy. I z pewnością, była to sztuka współczesna. Ta wysoce nierozumiana.

A Ty, z kim nigdy nie wylądowałaś w łóżku, mimo że bardzo chciałaś?

Tylko nie mów że z Goslingiem. Nuda.

O kim mówisz: między nami jest chemia?

dd.